Thursday, 27 September 2012
Rozdajemy kolczyki!
Rowerzystki, mam dla Was prezent! Każde zamówienie złożone dziś i jutro premiujemy DARMOWĄ parą kolczyków-rowerków :) Odwiedź nas dziś, skorzystaj z wyprzedaży i zgarnij gratis - www.bikebelle.pl
Tuesday, 25 September 2012
Wyprzedaż!
Jeszcze nie czas żegnać się z rowerem! Tylko przez kilka dni - do wyczerpania zapasów - wybrane torby rowerowe, kwiatki na rower, bagażniki i więcej w cenach obniżonych do 20%.
Mój wybór najlepszych okazji:
Torba, którą wkładamy do koszyka rowerowego - działa jako wkład do koszyka, torebka i zabezpieczenie przed deszczem rzeczy przewożonych w koszyku! Cena przed: 109,90, teraz tylko 87,92
Po prostu idealny prezent dla rowerzystki :) Cena regularna: 69,90. Teraz tylko 55,92!
Przedni bagażnik rowerowy Basil - teraz 10% taniej przewieziesz wszystkie cięższe i lżejsze rzeczy po mieście i przy okazji dodasz swoim przejażdżkom trochę koloru!

Sunday, 16 September 2012
Rower najlepszym przyjacielem kobiety!
Marylin Monroe śpiewała, że diamenty są najlepszym przyjacielem
dziewczyny. Pięknie śpiewała i pięknie wyglądała w tej zjawiskowej
sukni z kokardą w kolorze wściekłego różu. Muszę jednak z przykrością
stwierdzić, że Marylin kompletnie nie miała pojęcia, o czym mówi.
Przede wszystkim, jako szczęśliwa posiadaczka diamentowego okrucha o wielkości siedemnastej części główki od szpilki stwierdzam, że zdecydowanie jest on moim najlepszym przyjacielem. Nie, żeby coś - ślicznie się błyszczy - ale nie mogę powiedzieć, żeby można było na nim polegać, albo żeby specjalnie poprawiał mi humor, a o to chodzi w przyjaźni, prawda?
Po drugie, wiadomo, Hollywood, glamour i blichtr, a do tego jeszcze złoty okres miłości ludzkości do samochodów.. Jest tylko kilka zdjęć Marylin na rowerze, z czego wnioskuję, że Rowerzystka Miejska z niej raczej nie była. Gdyby jednak miała - jak my - szczęście urodzić się w lepszych czasach, na pewno zmieniłaby zdanie. Oto, dlaczego to rower jet najlepszym przyjacielem dziewczyny:
ROWER PRZYSPIESZA I UDOSTĘPNIA FAJNE RZECZY
Tymczasem rzeczy fajne - rzeczy, które się dzieją, rzeczy, na które czekamy z niecierpliwością - dzięki dwóm kółkom są bliżej. Po prostu dlatego, że jazda na rowerze jest szybsza niż chodzenie, a także dlatego, że rower ułatwia dostęp do fajnych rzeczy - jeśli fajna rzecz dzieje się w Śródmieściu, nie dotrę tam autem, a rowerem i owszem, Jeśli fajną rzecz napotkam przypadkiem, wystarczy, że się przy niej zatrzymam i już jest dostępna - tymczasem ani samochód, ani zbiorkom nie dają takiej możliwości - zawsze trzeba szukać albo przystanku, albo miejsca do parkowania.
ROWER NIE MARUDZI I NIE ZNIECHĘCA
No dobra, czasem. Ale umówmy się, że okazjonalne trzeszczenie łańcucha jest mniej irytujące niż narzekanie na prace, kredyty, partnerów lub ich brak, które każdy/a z nas zbyt często słyszy od tych, których/e nazywa przyjaciółmi. Rower nie powie Ci "a przemyślałaś to dobrze?", "nie wierzę, że ci się to uda", tylko grzecznie zakręci kółkiem i zaniesie Cię tam, gdzie chcesz.
ROWER BRONI, ROWER RADZI, ROWER NIGDY CIĘ NIE ZDRADZI
Z rowerem nie musisz prowadzić idiotycznych podchodów. Układ jest prosty - Ty dbasz o jego części, a on odwdzięcza się dostarczaniem Cię w różne miejsca. Rower nie odjedzie z kimś innm tylko dlatego, że ten ktoś inny ma fajniejsze części ciała. Rower nie będzie robił z Ciebie idioty/tki przed znajomymi. Rower będzie przy tobie, na każde twoje zawołanie, gotowy do pomocy. Czego chcieć więcej?
ROWER DODAJE +10 DO WSZYSTKICH ATRYBUTÓW
Zapomniałabym o najważniejszym. Rower lojalnie pomaga dobrze wyglądać. Nie chodzi tylko o to, że pomaga nam utrzymywać się w formie, ale też o to, że człowiek na rowerze PO PROSTU DOSKONALE WYGLĄDA. Oto dowód:
Przede wszystkim, jako szczęśliwa posiadaczka diamentowego okrucha o wielkości siedemnastej części główki od szpilki stwierdzam, że zdecydowanie jest on moim najlepszym przyjacielem. Nie, żeby coś - ślicznie się błyszczy - ale nie mogę powiedzieć, żeby można było na nim polegać, albo żeby specjalnie poprawiał mi humor, a o to chodzi w przyjaźni, prawda?
Po drugie, wiadomo, Hollywood, glamour i blichtr, a do tego jeszcze złoty okres miłości ludzkości do samochodów.. Jest tylko kilka zdjęć Marylin na rowerze, z czego wnioskuję, że Rowerzystka Miejska z niej raczej nie była. Gdyby jednak miała - jak my - szczęście urodzić się w lepszych czasach, na pewno zmieniłaby zdanie. Oto, dlaczego to rower jet najlepszym przyjacielem dziewczyny:
OWER POPRAWIA HUMOR
Przynajmniej mnie. Milion razy było tak, że moje samopoczucie
wyruszało w podróż gdzieś wgłąb Rowu Mariańskiego, a krótka przejażdżka
rowerem wyciągała je stamtąd w takim tempie, że prawie dostawało choroby
kesonowej. Nie chodziło nawet o to, żeby dostać się w konkretne miejsce
- pedałowanie uspokaja, daje czas na myślenie, a że jednocześnie trzeba
się koncentrować - pozwala szybko zapomnieć o nieprzyjemnych rzeczach.ROWER PRZYSPIESZA I UDOSTĘPNIA FAJNE RZECZY
Tymczasem rzeczy fajne - rzeczy, które się dzieją, rzeczy, na które czekamy z niecierpliwością - dzięki dwóm kółkom są bliżej. Po prostu dlatego, że jazda na rowerze jest szybsza niż chodzenie, a także dlatego, że rower ułatwia dostęp do fajnych rzeczy - jeśli fajna rzecz dzieje się w Śródmieściu, nie dotrę tam autem, a rowerem i owszem, Jeśli fajną rzecz napotkam przypadkiem, wystarczy, że się przy niej zatrzymam i już jest dostępna - tymczasem ani samochód, ani zbiorkom nie dają takiej możliwości - zawsze trzeba szukać albo przystanku, albo miejsca do parkowania.
ROWER NIE MARUDZI I NIE ZNIECHĘCA
No dobra, czasem. Ale umówmy się, że okazjonalne trzeszczenie łańcucha jest mniej irytujące niż narzekanie na prace, kredyty, partnerów lub ich brak, które każdy/a z nas zbyt często słyszy od tych, których/e nazywa przyjaciółmi. Rower nie powie Ci "a przemyślałaś to dobrze?", "nie wierzę, że ci się to uda", tylko grzecznie zakręci kółkiem i zaniesie Cię tam, gdzie chcesz.
ROWER BRONI, ROWER RADZI, ROWER NIGDY CIĘ NIE ZDRADZI
Z rowerem nie musisz prowadzić idiotycznych podchodów. Układ jest prosty - Ty dbasz o jego części, a on odwdzięcza się dostarczaniem Cię w różne miejsca. Rower nie odjedzie z kimś innm tylko dlatego, że ten ktoś inny ma fajniejsze części ciała. Rower nie będzie robił z Ciebie idioty/tki przed znajomymi. Rower będzie przy tobie, na każde twoje zawołanie, gotowy do pomocy. Czego chcieć więcej?
ROWER DODAJE +10 DO WSZYSTKICH ATRYBUTÓW
Zapomniałabym o najważniejszym. Rower lojalnie pomaga dobrze wyglądać. Nie chodzi tylko o to, że pomaga nam utrzymywać się w formie, ale też o to, że człowiek na rowerze PO PROSTU DOSKONALE WYGLĄDA. Oto dowód:
Jagodda (jagajula.blogspot.com)
Aga (agasstuff.blogspot.com)
Friday, 7 September 2012
Latające Studio Bike Belle
Już w tę niedzielę! 9 września w Look Mum No Hands, najmodniejszej kafejce rowerowej w Londynie, Bike Belle pojawi się ze swoim Latającym Studiem Stylizacji Rowerów! Każdy może do nas dołączyć! Jeżeli akurat jesteście w Londynie, wpadnijcie na kawę i kilka dobrych rad, jak stylowo i wygodnie poruszać się rowerem po (nawet tak dużym i zatłoczonym) mieście. W międzyczasie możecie też wygrać zestaw akcesoriów od Bike Belle w konkursie organizowanym przez sekcję transportu rowerowego The Royal Borough of Kensington and Chelsea - wystarczy kliknąć tutaj po szczegóły. Do zobaczenia!
Monday, 27 August 2012
Nakaz pedałowania: przydawki i konkurs
Wiecie, co to przydawki? To przeciwieństwo przydasi. Przydasie to takie szpargały, które odkładamy, zamiast wyrzucić, bo "może przyda się". Przydawki natomiast to szpargały nieoczywiste, ale faktycznie przydatne, takie narzędzia początkujących makgajwerów. Jako początkujący makgajwer, będący również rowerzystką, opowiem Wam o kilku przydawkach, które ułatwiają mi pedałowanie. Czytajcie uważnie, bo w tekście ukryłam konkurs, dzięki któremu ktoś z Was może stać się szczęśliwym posiadaczem takiej przydawki!
Przydawki znajduję zazwyczaj jako odpowiedź na coś, co mnie irytuje. Kiedy jeżdżę na rowerze szczególnie irytują mnie: przebite dętki, spadające łańcuchy, nieostrożni uczestnicy ruchu, podwiewająca spódnica, deszcz, pocenie się, krawężniki pojawiające się znikąd w poprzek drogi rowerowej i złodzieje*
Ale po kolei. W dzisiejszym odcinku zajmę się kwestią dętek. Był taki czas w moim rowerowym życiu, kiedy myślałam, że ktoś łazi kilka kroków przede mną i po całym mieście rozrzuca pinezki. Ot tak, ze złośliwości albo z zemsty za jakieś moje przeszłe grzechy, których więcej nie pamiętam. Złapana "guma" nieodmiennie sprawiała, że szlag mnie jasny trafiał, bo oznaczało to: (a) wizytę w serwisie i stracony czas lub (b) grzebanie się w częściach rowerowych w garażu i stracony czas, a niezawodnie (c) unieruchomienie na pewien czas.
W oczywisty sposób trafiłam na opony bezdętkowe, które byłyby świetnym rozwiązaniem, gdyby nie to, że mój Union, który miał wyjątkowe nieszczęście do łapania gumy, ma wypieszczone, wykochane oponki w idealnie dopasowanym do ramy kolorze, których za nic nie chcę zmieniać na inne. I tu pojawiła się przydawka.
Przydawka nazywa się Slime i jest jakimś kosmicznym, niesamowitym, glutowatym czymś, co ma magiczną niemal moc uszczelniania dętek. Tak jest: uszczelniam dętki glutem. Ale jakim glutem! Glut ma prześmieszny zielony kolor i działanie skomplikowane bardziej niż inteligentne proszki do prania - składa się z takich maciupeńkich włókien, które włażą w nieszczelności w dętce i tworzą coś w rodzaju wewnętrznej "łatki".
Glut Slime bohatersko ratuje moje ręce przed zabrudzeniem, organizm przed stresem i oszczędza czas. Mam z nim tylko jeden drobny kłopot. Otóż chciałabym mieć Slime na rowerze na stałe (nie chcę żeby tłukł się w koszyku albo zajmował miejsce w torbie), tak jak mam pompkę czy torebkę podsiodłową, ale nie do końca wiem, jak można by go do roweru przymocować. Myślałam o jakimś fajnym uchwycie. POMOŻECIE?
Jeżeli masz pomysł, jak stylowo przewozić puszkę Slime na rowerze, przyślij go do mnie - w dowolnej formie: rysunku, zdjęcia, filmu czy po prostu krótkiego opisu. Odpowiedzi wklej na mojej stronie na Facebooku: https://www.facebook.com/rowerzystkamiejska. Autorzy lub autorki najlepszych pomysłów dostaną zestaw przydawek do roweru (w tym Slime!), a kto wie, może taki uchwyt, opatrzony na przykład imieniem pomysłodawcy, wejdzie na stałe do oferty Bike Belle?
*Strasznie dużo mnie irytuje, prawda? Wrong. W porównaniu z tym, ile rzeczy mnie jednocześnie cieszy, lista elementów irytujących wcale nie jest długa.
Przydawki znajduję zazwyczaj jako odpowiedź na coś, co mnie irytuje. Kiedy jeżdżę na rowerze szczególnie irytują mnie: przebite dętki, spadające łańcuchy, nieostrożni uczestnicy ruchu, podwiewająca spódnica, deszcz, pocenie się, krawężniki pojawiające się znikąd w poprzek drogi rowerowej i złodzieje*
Ale po kolei. W dzisiejszym odcinku zajmę się kwestią dętek. Był taki czas w moim rowerowym życiu, kiedy myślałam, że ktoś łazi kilka kroków przede mną i po całym mieście rozrzuca pinezki. Ot tak, ze złośliwości albo z zemsty za jakieś moje przeszłe grzechy, których więcej nie pamiętam. Złapana "guma" nieodmiennie sprawiała, że szlag mnie jasny trafiał, bo oznaczało to: (a) wizytę w serwisie i stracony czas lub (b) grzebanie się w częściach rowerowych w garażu i stracony czas, a niezawodnie (c) unieruchomienie na pewien czas.
W oczywisty sposób trafiłam na opony bezdętkowe, które byłyby świetnym rozwiązaniem, gdyby nie to, że mój Union, który miał wyjątkowe nieszczęście do łapania gumy, ma wypieszczone, wykochane oponki w idealnie dopasowanym do ramy kolorze, których za nic nie chcę zmieniać na inne. I tu pojawiła się przydawka.
Przydawka nazywa się Slime i jest jakimś kosmicznym, niesamowitym, glutowatym czymś, co ma magiczną niemal moc uszczelniania dętek. Tak jest: uszczelniam dętki glutem. Ale jakim glutem! Glut ma prześmieszny zielony kolor i działanie skomplikowane bardziej niż inteligentne proszki do prania - składa się z takich maciupeńkich włókien, które włażą w nieszczelności w dętce i tworzą coś w rodzaju wewnętrznej "łatki".
Glut Slime bohatersko ratuje moje ręce przed zabrudzeniem, organizm przed stresem i oszczędza czas. Mam z nim tylko jeden drobny kłopot. Otóż chciałabym mieć Slime na rowerze na stałe (nie chcę żeby tłukł się w koszyku albo zajmował miejsce w torbie), tak jak mam pompkę czy torebkę podsiodłową, ale nie do końca wiem, jak można by go do roweru przymocować. Myślałam o jakimś fajnym uchwycie. POMOŻECIE?
Jeżeli masz pomysł, jak stylowo przewozić puszkę Slime na rowerze, przyślij go do mnie - w dowolnej formie: rysunku, zdjęcia, filmu czy po prostu krótkiego opisu. Odpowiedzi wklej na mojej stronie na Facebooku: https://www.facebook.com/rowerzystkamiejska. Autorzy lub autorki najlepszych pomysłów dostaną zestaw przydawek do roweru (w tym Slime!), a kto wie, może taki uchwyt, opatrzony na przykład imieniem pomysłodawcy, wejdzie na stałe do oferty Bike Belle?
*Strasznie dużo mnie irytuje, prawda? Wrong. W porównaniu z tym, ile rzeczy mnie jednocześnie cieszy, lista elementów irytujących wcale nie jest długa.
Saturday, 11 August 2012
WYPRZEDAŻ!
W naszym krakowskim butiku przy Ludwinowskiej 7 dziś i jutro mamy wyprzedaż akcesoriów poekspozycyjnych. Ceny obniżone aż do 50%! Wpadajcie, warto :)
Bike Belle, Ludwinowska 7, Kraków godz. 10:00-15:00
Bike Belle, Ludwinowska 7, Kraków godz. 10:00-15:00
Tuesday, 31 July 2012
Londyn - rowerowa rewolucja!
Ja i Bike Belle jesteśmy wakacjach. Ale co to za wakacje bez roweru? Nie przesadzę, jeśli powiem, że jestem świadkiem (i częściowo uczestniczką) rewolucji. Rewolucja toczy się w Londynie (miasto w Anglii) i rozpoczęła się kilka lat temu, mniej więcej wtedy, kiedy zaczął tu działać system miejskich wypożyczalni rowerów. I o nich najpierw.
Barclays Cycle Hire Scheme, popularnie zwane Boris Bikes, to najprostsza w obsłudze, najlepiej zorganizowana, najwygodniejsza wypożyczalnia rowerów, z jakiej kiedykolwiek przyszło mi korzystać. Rowery można wypożyczać bez rejestracji, na dowolny czas, za śmieszne pieniądze (funt za dzień, 5 funtów za tydzień, jeszcze taniej dla stałych klientów). Z Boris Bike'ów korzystam tu regularnie i właściwie mam tylko jedno zastrzeżenie: sieć trzeba koniecznie rozszerzyć na całe miasto, bo w tej chwili stacje dokujące są tylko w ścisłym centrum, co mocno utrudnia życie.Kiedy jednak tu mieszkałam, najczęściej korzystałam z wlasnego roweru, uroczej czerwonej damki Rayleigh kupionejna Brick Lane od śmiesznego pana z Oxfordu. Damka nosiła dumne imie Ostrężyna i jeździła ze mną codziennie do pracy na drugim brzegu rzeki.Pamiętam, że początkowo bałam się jeździć moją trasą. Ulice w Londynie są wąskie, a w wielu miejscach pas rowerowy jest dzielony z pasem dla autobusów lub po prostu jest jego częścią.Przejeżdżanie obok masywnych doubledeckers, prowadzonymi przez - wcale często - zwariowanych kierowców nie należało do najbardziej relaksujących momentów dnia. Tym bardziej, kiedy właściwie codziennie czytało się w gazetach o wypadkachz udziałem rowerzystów/-ek i autobusów, tudzież ciężarówek.Z czasem jednak opracowałam sobie mądrą trasę, wiodącą częściowo przez parki, częściowo przez spokojne uliczki, a częściowo przez ruchliwe drogi - ale hej, do wszystkiego można się przyzwyczaić.Doubledeckers zostały oswojone, jak pieski. I taksobie śmigałam do pracy i po pracy ( zahaczając często o cudowny Battersea Park), niezależnie od pory roku. Takie rzeczy, jakich doświadcza się wyjeżdżając w miasto rowerem, nigdy nie będą udziałemkierowców, pasażerow zbiorkomu ani nawet pieszych.Poranki nad Tamizą, która - jak morze- ma pływy, oglądanie ptaków w centrum wielkiego miasta, robienie zdjęć rowerom utopionym w rzece, patrzenie, jak opada poranna mgła,wpadanie do biura z policzkami zaczerwienionymi od chłodu,przystanki w cukierence, śmiganie między stojącymi w korku samochodami, wolność jakądaje rower w czasie codziennych dojazdów jest nieporównywalna zniczym.Do tego zdaje się odwoływać ostatnia kampania Transport for London, promująca jazdę na rowerze.I o tym teraz.
Powyżej plakat tejże kampanii, świetny jak wszystkie poprzednie. Codziennie w radiusłyszę takie rzeczy: "...radość oglądania, jak mama kaczka prowadzi swoje kaczątka nad wodę......satysfakcja, jaką daje oglądanie zmotoryzowanego sąsiada, z którym mieszkam w tymsamym budynku, kiedy parkuje swoje auto pod naszym biurem 20 min po tym, kiedy jatam dojechałam......wyprzedzanie taty...niesamowite! " TFL postawił na akcentowanie bezcennych momentów wolności, które przynosi jazda na dwóch kółkach. Gdybym nie jeździła, teraz skusiliby mnie na pewno.Ale to nie pierwsza i nie ostatnia kampania, jaką prowadzi się tu na rzecz popularyzacjiroweru jako środka transportu. Londyn traktuje jazdę na rowerze bardzo poważnie, jako realną alternatywę dla innych sposobów przemieszczania się,wobec czego regularnie widać i słychać komunikaty zachęcające do jazdy na dwóch kółkach.Na przykład takie:
Na przykład takie:
Reklamy odwołują się do różnych powodów, dla których Londyn powinien przesiąść się na rower i są adresowane nietylk odo potencjalnych rowerzystów, ale i do innych uczestników ruchu. Dzięki temu nie tylko zachęcają do pedałowania, ale też mają na celu ułatwienie życia cyklistom. Regularnie organizuje się też konkursy na plakaty popularyzujące jazdę na rowerze. Jak poniższe:
A na koniec, przede wszystkim i ponad wszystko, coraz bardziej dba się tu o infrastrukturę rowerową.Powstają nie tylko pasy dla rowerzystów, w wielu miejscach możemy dzielić buspasy z doubledekerami i motocyklistami, ale powstają też np cycle superighways - szersze drogi rowerowe łączące różne części miasta z centrum biznesowym, City od London.Dodatkowo, działa tu Cycle to Work Scheme, dzięki któremu pracownicy mogą wypożyczyć (a następnie odkupić) od pracodawców rowery, którymi dojeżdżają do firmy.Strona Transport for London ma specjalny dział dla cyklistów - i tych doświadczonych, i tych początkujących, pełen praktycznych porad, odpowiedzi na Londyn wysyła do nas taki komunikat: wsiadaj na rower! Ułatwimy Ci drogę do pracy, pokażemy jak zacząć, pokażemy ciekawe trasy i miejsca. Nie maszroweru? Nie problem! wypożycz Boris Bike'a albo dogadaj się z pracodawcą i używaj świetnego roweru za darmo.I tak wielki, hałaśliwy, potężny Londyn staje się powoli miastem rowerów.Kiedy podobne rzeczy będziemy mogli powiedzieć o polskich miastach?
Subscribe to:
Posts (Atom)









.jpg)

