Showing posts with label akcje. Show all posts
Showing posts with label akcje. Show all posts

Wednesday, 21 October 2015

Rowerowa Mama - Wasze wspomnienia

Kilka dni temu poprosiłam o Wasze wspomienia związane z Mamą i rowerem. Przyznam, że wzruszyliśmy się czytając je. Dzisiaj dzielimy się nimi z Wami wszystkimi, mam nadzieję, że te historie przypomną wszystkim fantastyczne chwile spędzone na rowerze z mamą. Gratuluję jednocześnie Czesławie, której historię postanowiliśmy nagrodzić prezentem dla Mamy - zestawem złożonym z wkładu do koszyka i pokrowca na siodełko 2w1 Retro Roses. Mam nadzieję, że prezent sprawi wiele radości :)
Tymczasem, miłego czytania.



Moja mama to z pewnością #rowerowamama. To zdjęcie zrobione przez fotografa w czasie pleneru w Trzebiatowie wisi w naszym salonie od kilku lat. Fotograf uznał, że mama jest kwintesencją małego nadmorskiego miasteczka lat 90. Nie pamiętam wprawdzie tego konkretnego popołudnia, ale pamiętam wiele innych dni - poranków i popołudni właśnie. Rano ja wsiadałam na swój mały rowerek, mama pakowała brata i siostrę na swoją damkę (siostrzyczka siadała w foteliku na bagażniku, brat na siodełku) i ruszaliśmy w drogę przez park do pobliskiego przedszkola. Mama prowadziła rower z maluchami, a ja pedałowałam dziarsko obok. W przedszkolu zostawał Piotruś z Marzenką i mój rowerek, a ja zajmowałam miejsce w foteliku (mama dbała o bezpieczeństwo, żadnego wożenia dzieci na bagażniku z kocem, musiał być specjalny fotelik). Jechałyśmy do szkoły, w której mama pracowała, a ja się uczyłam. Na kolanach trzymałam czerwony plecak z Kubusiem Puchatkiem, a mama przemierzała te kilka kilometrów przez nasze małe miasteczko do szkoły po drugiej jego stronie. Do dziś zresztą jeździ tam rowerem niezależnie od pogody. Czasem tylko zmienia rowery - latem wsiada na szosówkę z zielonymi oponami, zimą pokonuje trasę białą trekkingową damką. - Czesława

Tyle już lat minęło, a wspomnienia wciąż żywe i łezka się w oku kręci. Rower, mój pierwszy rower. Zbierałam na niego długo, do zielonej skarbonki-sejfu chowałam każdy grosz który znalazłam i który dostałam, głównie od cioci z Chicago za laurki wysyłane z każdej okazji. I pieniądze z SKO. Teraz dzieci już nie wiedzą co to, ale ja znów uśmiecham się do moich wspomnień o niebieskiej książeczce noszonej w piórniku i kolejce do wychowawczyni przed rozpoczęciem lekcji. Wreszcie nadszedł upragniony dzień, kiedy wybrałam całą kwotę z SKO, opróżniłam skarbonkę i wraz z mamą poszłyśmy do sklepu rowerowego. To było w Szczecinie, lata 80. Stał tam i czekał na mnie. Rower salto, niebieski z białym siodełkiem, piękny, wyjątkowy, mój. O taki http://inprl.pl/relikt/718/ Tej dumy kiedy z mamą i rowerem wracałam do domu nie zapomnę nigdy. I pomyśleć że teraz by mnie pewnie na takim wyśmiano. - Ania


Dokładnie 1.września 2013 roku spotkaliśmy się z znajomymi pojeździć na naszych zabytkowych rowerkach , czekaliśmy na resztę grupy na ławce ,moja Mama będąc na spacerze z moją siostrą podeszła do nas porozmawiać , spodobał jej się pewien rower i to nie byle jaki , bo wczesno-powojenny Polski rower MEWA , Mamie tak się spodobał,iż zachciała się nim przejechać - i tak po raz pierwszy w moim już trochę trwającym życiu miałem przyjemność ujrzeć moją Mamę na rowerze - Radość i duma w oczach Syna wielkaMichał


Pomarańczowy BMX z białymi chwytami. Białe siodełko, dwa dodatkowe kółka. Pierwsze wyjście za bramkę. Droga pod górkę w stronę Wolińskiego Parku Narodowego. Jesteśmy z Mamą na szczycie. Dopina mi ochraniacze i kask. Biegnie ze mną trzymając za uchwyt. Nagle wpadam w drzewo. Mamo? Gdzie jesteś? Poprawiam sukienkę, dalej jadę sama. Pierwszy raz. Każdy następny już z Mamą na rowerze obok. Każdej wiosny, każdego lata. Dzisiaj jeździmy nadal, niestety często same, mieszkając daleko od siebie. Pomarańczowy BMX nadal stoi w domu. Przypomina o pierwszych krokach. "Nie przeszkodą jest pus­ty bak. Gdy ko­goś szczerze kochasz, na­wet ro­werem do niego dotrzesz. " - Justyna

Moje wspomnienie nie ma lat kilka, minęła bowiem od niego chwilka. Wraz z mą mamusią podczas spaceru, Ja zapragnęłam dosiąść roweru, a że do domu było daleko postanowiłam wsiąść na cudzego. Rowery już mamy wypożyczone, a mama mówi : ''jesteśmy szalone!'' . Jedziemy przed siebie tak roześmiane, wspaniale jest widzieć szczęśliwa mamę... Tak jeździłysmy po mieście bez celu, mama nie chciała zeskoczyć z roweru... Nie patrząc nawet, która godzina w domu szukała nas cała rodzina.. A moja mama kiedy wróciła to stary rower wnet odkurzyła. Odtąd rowery pokochałyśmy i jeszcze bardziej się zbliżyłyśmy. Kocham tak bardzo moją mamusię za jej wspaniała szalona duszę - Sonia

Kiedy bylam mała moja mama nie mogła zaporowdzić mnie do sali zabaw czy zawieźć samochodem na wycieczkę za miasto. Rozrywka dla dzieci była ograniczona, a samochód miał mało kto. Dzieci bawily się gownie na podwórkach,trzepakach. Moja mama miała na wspólne spędzanie czasu inny pomysł.Jako że mieszkałśmy wtedy w małym miasteczku, mama postanowiła sama wyjąść przygodom na przeciw.Każdej soboty szykowałyśmy rano koszyk- ona ze smakołykami, ja z zabawkami i koc i ruszałyśmy w drogę na rowerach. Wkoło było sporo lasów i pól więc bez problemu znajdowałyśmy super miejsce do zabawy.Robiłyśmy pikniki, nieraz rozpalałyśmy ognisko, ziwdzałyśmy okolice, poznawałyśmy różne rośliny i ptaki. To był nasz czas. Minęo tyle lat a ja wciąż wspominam nasze wypady i już planuję kolejne...tym razem z moimi córkami. - Marta

Moje wspomnienie z mama i rowerem... był jeszcze brat Emoticono smile Także jeden rower, jeden kierowca roweru i dwoje pasażerów. Ja na bagażniku, brat w krzesełku na kierownicy . I tak jeździliśmy na działkę z mamą. 30 lat temu była to chyba jedna z najpopularniejszych atrakcji. teraz jak patrze na to z perspektywy tego, że sama jestem mamą i wożę synka w krzesełku, to podziwiam moją mamę, że miała siły i chęci, aby sama z dwójka dzieci, starą kozą jeździć za miasto na działkę. Tam pracować, a później powrót z marudzącymi dzieciakami. Godne podziwu. Wielkie brawa się należą mojej mamie - Monika

W byciu mam najfajniejsze jest to, że można być wróżką, która za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyczarowuje dzieciom baśniowy świat. Nie potrzeba tu wcale drogich przedmiotów, wystarczy wyobraźnia i zwykłe przedmioty dnia codziennego by wyruszyć do świata bajek i niesamowitych przygód. Bycie mamą to przygoda sama w sobie, każdy dzień jest inny i niesie nowe wyzwania a tylko od nas zależy jak rozwinie się fabuła. Moim najpiękniejszym wspomnieniem z dzieciństwa związanym z mamą są chwile gdy "razem wyruszałyśmy w świat na rowerach". To oczywiście były zwykłe wycieczki do lasu ale mama potrafiła stworzyć wokół tych wycieczek taką aurę, że zawsze czułam się tak jak byśmy wyruszały w nieznane, ku przygodzie, do baśniowej krainy. To były niesamowite przeżycia i najpiękniej spędzony czas z mamą na łonie natury. Pakowałyśmy plecaki i wyruszałyśmy - ku przygodzie... - Ania


Moja mama własnie taka jest teraz ma już 59 lat i ostatnio wzięła udział w rajdzie rowerowym do Ponikły z Białegostoku. A kiedyś jak byłam mała jeździła ze mną na wycieczki rowerowe składakami Jubilat och jeździło się na wieś po mleczko od krowy, czy też na maliny. Pamiętam jak kiedyś gdy miałam 8 lat moja mama na rowerze przewoziła fotel przez pół miasta z doczepionym wózkiem. wszystko przez przeprowadzkę !! hmm... wspomnienia jak żywe szczere i prawdziwe. Kocham moją mamę. Pozdrawiam serdecznie. (tutaj jest zdjęcie mojej mamy uczestniczącej w rajdzie.) - Barbara

Moja mama to typowa rowerzystka, od 40 lat nie schodzi z roweru prawka nie ma, do pracy jeżdzi rowerem, w pracy jeżdzi rowerem, po pracy jeżdzi rowerem. 12 miesięcy w roku, bez względu na pogodę. I mówi, że bez roweru nie wyobraża sobie życia. A kiedy przez chwilę zdrowie podupadło na kilka dni, to pedałowała w domu. Bo tak na marginesie dodam, ze przez te 40 lat pracy była tylko RAZ na zwolnieniu przez 3 dni kiedy był mus konieczny. A moje wspomniania? Wstyd, bo ja z kolei w porównaniu do mamy to mało rowerowa. Jedynie z dzieciństwa mi się tak bardzo bardzo wyryło w pamięci... To było lato. Całą rodziną jak co kilka dni wybraliśmy się rowerami do lasu. Ja, o 6 lat starszy brat, mama i tato. Kilka km w jedną stronę. Najczęściej to była niedziela, bo oboje rodziców w domu. Kiedy już wracaliśmy pogoda nagle zaczęła się zmieniać, więc już pedałowaliśmy ile sił w nogach. Wpadliśmy na podwórko w ostatniej chwili, postawiliśmy rowery i ja - kilkuletnia wtedy, uciekłam pod starą gruszę. Mama krzyknęła, że w burzę nie chowa się pod drzewami, bym do domu biegła. W tym czasie moj brat wrócił do swojego roweru, by z bagażnika zabrać bluzę. Pociągnął ją w momencie kiedy ja przebiegałam obok. Rower przewrócił się prosto na moje nogi, dokładnie na stopy. Krzyk, płacz i co tylko  Palce spuchnięte. Mieliśmy we wsi obok tzw. znachora. Czas to był, że auto mało kto miał, ale mama w tą burzę biegała i szukała, kto mnie do tegoż zawiezie. Znalazła. Pojechaliśmy. Pan, lat miał wtedy ze 100 wział moje maluteńkie paluszki stóp w swoje wielkie dłonie i zaczął nastawiać, bo okazało się, że są połamane. A mama mnie trzymała i tak bardzo mocno przytulała....  a później jakiś czas musiała nosić na rękach, bo chodzić nie mogłam i przekonywać do roweru... i do brata  i to tak na prawdę najbardziej wyryte w mojej pamięci wspomnienie związane z rowerem i mamą... I chyba mojej mamy też Bo często wspomina ten dzień, kiedy przyjedzie do mnie swoją bordową strzałą  taka z niej #rowerowamama· - Ewa

Rower to zwykle atrybut tatusiów, którzy montują i demontują (kiedy przyjdzie pora) dodatkowe kółka, biegają z przyczepionym do naszego "pojazdu" kijkiem i puszczają nas w świat kiedy przyjdzie pora! W moim przypadku było standardowo... Przygoda z mamą zaczęła się trochę później, a właściwie całkiem niedawno. Po fazie mojego dorastania i całkowitego niezrozumienia siebie nawzajem nagle odkryłyśmy ROWER! Niby odkrycie raczej średnie, bo każdy rower zna i każda z nas go używała. Odkryłyśmy jednak coś więcej - babski czas na wycieczkach, zwiedzaniu okolicy i piknikowaniu. Koniec czasu buntu, czas na rower i wspólne zrozumienie! - Ag


Ja mam bardzo aktualne wspomnienie. Moja Mama doskonale wie jak bardzo lubię rowery. Więc z ostatniej wycieczki do Holandii przywiozła mi specjalnie całą masę zdjęć z rowerami! Najlepszy prezent blogerka Love Krowe

Jestem rowerową mamą i woziłam moje dzieci na rowerze, dwoje jednocześnie. Jedno z przodu (dziś na 15 lat), a drugie z tyłu (dziś ma 12). Nauczyła mnie tego moja koleżanka, mieszkająca wówczas w Holandii. Okazało się, że to był bardzo wygodny sposób podróżowania po Warszawie. Tak oczywisty, że nawet nie zrobiłam zdjęcia. - Aleksandra


Moja mama mnie nie wozilam rowerem ponieważ kiedyś się strasznie bała, za to teraz się przekonała do roweru i wozi moje:) kupiła przyczepkę i jeździ:) Ja wożę moją dwójkę w przyczepce i mam nadzieję, że kiedyś to będą dobrze wspominać:) - Weronika

Kiedyś mama wiozła mnie rowerem pod warszawą , jechałam na bagażniku i wkręciłam sobie stopę w szprychy, jak zwykle pierdoła ze mnie od dziecka, ale mama pocałowała w nóżkę i uratowała sytuacje - Asia

Ta jaaak!!! Pewnie, że woziła - najpierw w koszyku wiklinowym na kierownicy, później na bagażniku.
I to oczywiście ONA nauczyła mnie jeździć na rowerze - największa radocha była kiedy dzięki mamie udało mi się pocisnąć na pomarańczowej "UKRAINIE" mojego dziadka (bezcenne wspomnienia) 
Aneta

Kiedy byłam mała (do 1 roku życia) moi rodzice mieli ogromny problem z tym, że nie spałam. Jednak szybko okazało się, że rowerowe "kiwanie" sprawia, że odchodzę w ciągu kilkunastu sekund. Mama zamontowała fotelik na swoim rowerze i codziennie robiłyśmy kilkunastu kilometrowe wycieczki, dzięki czemu mogła odpocząć od mojego płaczu, czerpiąc jednocześnie radość z jazdy i poznając okolice. Później mama kupiła mi mały rowerek i jeździłam nim po domu (do dzisiaj mi nikt nie wierzy, że miałam zaledwie 18 miesięcy jak nauczyłam się jeździć na dwóch kółkach). Dzięki pasji mojej mamy sama zakochałam się w rowerze i chciałabym móc jej to udowodnić. Robię codziennie po kilkanaście- kilkadziesiąt kilometrów, a dzięki rowerowi udało mi się bardzo szybko powrócić do zdrowia po ciężkiej chorobie (nawet mój lekarz był w szoku i mówił: "Michalina, widziałem cię na rowerze!". To wszystko dzięki mojej mamie i temu, że pozwoliła mi pokochać rower. - Michalina

Woziła mnie moja mama i babcia, woze i ja. Mój synek Staś uważa jazdę rowerem jak coś oczywistego - Aneta

Kiedy byłam mała, coś takiego jak foteliki dla dzieci nie było jeszcze znane. Ale to i tak nie przeszkadzało moim rodzicom przewozić mnie rowerem. Wozili mnie po mieście zarówno mama, jak i tata, każde na swój sposób. U mamy zawsze jechałam na bagażniku składaka, trzymając się siodełka. Tata natomiast sadzał mnie z przodu na ramie. Nie bałam się, a wręcz przeciwnie, uwielbiałam takie przejażdżki. Najbardziej lubiłam wracać z mamą z działki, bo był zjeżdżało się z górki, a po drodze było dużo ładnych ogrodów. - Joanna

Jak mialam 4 latka moja mama byla dzielną osobą bo wiozła mnie w sumie 10 km do sklepu i z powrotem na wczasach nad jeziorem Sumin do miejscowosci Urszulin. Stary składak ledwo zipiał a ja bylam... na ramie i co najlepsze miałam pod tylkiem poduszke więc komfort zapewniony. Mama zawsze wie jak dbać o bezpieczeństwo - Małgorzata

Moja Mama wozila mnie do szkoły na starym niebieskim skladaku,ja oczywiście na bagażniku, chyba najzabawniejsza historia z tamtego okresu czasu to ta, kiedy spadlam z bagażnika i pękł mi gips,ktorym okalana byla moja skrecona wczesniej kostka. Dzis sama jestem Mama i dzis wiozłam mojego Syna na bagażniku na jego mini bmx-ie ubaw po pachy i dźwięk ścieranej detki- Bezcenny,tak,jak kazda chwila spędzona na rowerze - Natalia


Szalone jazdy w nieznane, w cudownych miejscach odpoczywane:-D - Aga

Thursday, 27 February 2014

Tłusty czwartek - i co dalej?

Tłusty Czwartek to jedno z moich ulubionych świąt w ciągu roku. Nie jest tajemnicą, że ciastka są moją drugą miłością, zaraz po rowerach. Dlatego nawet w Tłusty Czwartek wożę je ze sobą na rowerze:

Ale po Tłustym Czwartku życie toczy się dalej. Z czym obudzi się jutro rano większość ludzi? Z piękną nową oponką na brzuchu wyhodowaną dzięki dzisiejszemu obżarstwu!
No dobra, może trochę przesadzam, ale całodzienne objadanie się ciastkami, choć przyjemne, nie jest najlepsze dla naszego samopoczucia i dobrostanu. Co przychodzi z pomocą? Oczywiście rower!
Nie mówię tu o codziennych treningach - bo takie nie są dla każdego, nie każdy lubi uprawianie sportu, a niektórzy wręcz wzdragają się na samą myśl o wysiłku fizycznym, automatycznie kojarząc go z zapoconymi panami w siłowni. Tymczasem, rower może nam pomóc w inny sposób.
Warto zacząć od małych kroków. Przede wszystkim - należy odhibernować swoje dwa kółka. Sezon rowerowy to ciągle idea, która ma się w naszym kraju dobrze, więc - mimo, że namawiam i będę Was namawiać do całorocznej jazdy - rozumiem przyzwyczajenie większości osób do zmykania roweru na zimę pod kluczem. Ale nie oszukujmy się  - zima wyraźnie się skończyła, czas więc rower odkurzyć i oddać do przeglądu. 
I tu dochodzimy do punktu drugiego programu "zaczynamy powoli" - bo nic nie jeździ wolniej, niż Masa Krytyczna :) W piątek o 18:00 w wielu miastach w Polsce po raz kolejny wyruszą Masy Krytyczne, do których warto się przyłączyć, nie tylko po to, żeby zacząć przyzwyczajać się do dwóch kółek, ale także po to, by swoją obecnością przyczynić się do lepszego traktowania rowerzystów w naszych miastach.
Po trzecie, weź, chociaż od czasu do czasu, rower do pracy. Zobaczysz, że jest to łatwiejsze i przyjemniejsze niż myślisz. Dojedziesz od drzwi do drzwi, z nikim nie będziesz zderzać się w autobusie, nie stracisz czasu na szukanie miejsca postojowego i nie wydasz ani grosza na benzynę. Co więcej - jeśli zdecydujesz się na w miarę regularne używanie roweru - oszczędzisz! Na lekarzu, na parkingu, na benzynie, na biletach, na siłowni... A z oszczędności można przecież kupić nowe pączki!

Monday, 10 February 2014

My się zimy nie boimy!

Zawsze wiedziałam, że jesteście super! W odpowiedzi na moje wezwanie nadeszły zdjęcia z Waszych rowerowych mniejszych i większych podróży w zimowych warunkach. Jak sami i same pokazujecie, jeździć można zawsze i wszędzie: przez lasy, pola, ulice pełne kałuż, mosty, wiadukty; można jeździć z psem, z kaskiem i z wielkim uśmiechem; można pomagać sobie ocieplaczami na ręce, ciepłą odzieżą, a można też pozytywnych nastawieniem. Na koniec, pokazujecie, że kiedy warunki stają się naprawdę ekstremalne, prawdziwych przyjaciół nie zostawia się w potrzebie!

Poniżej galeria fotografii zimowych rowerzystek i rowerzystów - wszystkie zdjęcia nadesłane przez Was zostały nagrodzone rabatem w www.bikebelle.pl, a dodatkowo Agata i "28 cali" otrzymują rowerowe kubki. Gratulacje i byle do przodu!





















Wednesday, 1 January 2014

365 Dni z Rowerem - podsumowanie

Zaczęło się 1 stycznia 2013 od zdjęcia na Moście Grunwaldzkim w Krakowie. Potem były kolejno: zima, lato, wiosna, zima, wiosna, lato, jesień i kilkadziesiąt miejsc na mapie, gdzie dotarłam z moimi 365 Dniami z Rowerem.

Rok dokumentowania mojego rowerowego życia zasłużył na podsumowanie. Oto 365 Dni z Rowerem w liczbach:
0 - liczba zdjęć, na których nie pojawiam się ja lub rower
1 - liczba udokumentowanych wywrotek (poniżej)
7 - liczba pór roku, przez które podróżowałam z rowerem w tym roku
10 - liczba krajów, które odwiedziłam z projektem (Anglię, Walię, Francję, Niemcy, Grecję, Szwecję, Włochy, Chiny i Wenezuelę)
12 - liczba brakujących zdjęć, w czym 4 niezrobione z powodu obłożnej choroby i 8 takich, których nie dosłali mi robiący mi zdjęcie przechodnie
63 - liczba rowerów, które uczestniczyły w projekcie - w tym 9 z mojej "stajni" oraz 2 tallbike'i, jeden rower cargo, 7 kolarzówek, 2 stare składaki, jeden rower poziomy, jeden bicykl, jeden wodny, jeden udający rower zwycięzcy Tour de France i dwa rowery z planu filmowego
81 (około) - liczba osób towarzyszących mi na zdjęciach, w tym 2 policjantów, 1 dziecko oraz 1 japońska wycieczka
Jaki mam pomysł na ten rok? Niedługo się przekonaciesmileTymczasem na kolejne 365 Dni życzę i Wam, i sobie:
- pozytywnego przełomu w głowach rządzących - niech wreszcie docenią ruch rowerowy
- pozytywnego przełomu w głowach naszych współuczestników ruchu - niech zrozumieją, że rowery są wszędzie!
- dużo życzliwości i zrozumienia dla naszych i cudzych błędów - wszystkie bezkrwawe rewolucje jej potrzebująsmile

6 stycznia. Winter Wonderland (Narnia)

21 stycznia. Rumaki (Londyn)

26 stycznia. One of the 9 million bicycles in Beijing



6 lutego - początek podróży w poszukiwaniu delfinów (Wenezuela)

24 lutego. Wbrew pozorom nie kradnę roweru. (Wenezuela)

3 marca. Rzymskie wakacje

23 marca - i znowu zima (Kraków)

13 kwietnia. Ja i cruiser łapiemy słońce. (Kraków - Kazimierz)

28 kwietnia. W profesjonalnej asyściewink(Kraków)

 Tak się święci 3 maja (Walia)

19 maja. Na horyzoncie coś ciekawego (Kraków)

13 czerwca. Odpoczynek po weekendowym Święcie Cyklicznym

24 czerwca, w dolinie Loary - największy rajd rowerowy, w jakim brałam udział. Do tego wszystko w klimacie retro!

7 lipca. "Świat na Rowerze" (wodnym). Suwalszczyzna

30 lipca - w towarzystwie celebrytów
 
6 sierpnia. Nie ma nic piękniejszego niż wieczorne rowerowe przejażdżki po Plantach (Kraków)

15 sierpnia. Muzeum Rowerów Nietypowych (lubelszczyzna)

27 sierpnia. Wygrywam Tour de Francewink(Londyn)

20 września. Przewożenie lasu rowerem in progress (Kraków)

8 października. Mój nowy przyjaciel (Kraków)
30 listopada. Teatrzyk cieni (Kraków)